6 maja 2013

1 maja 2013

Przykazania motocyklisty - bo lubimy zapierdalać !

Sezon zaczął się ciężko. W sumie jak każdy sezon. Mnóstwo ludzi zdążyło zginać na motocyklu, czyli statystyczne cztery pierwsze tygodnie samobójstw. 
Przykro, bo w śród nich znalazło się kilku znajomych oraz osób które teleportowały się nie ze swojej winy.
Sucho mogę przyznać, że właśnie po kilku takich pierwszych przypadkach, każdy myśli sobie: Aha, no tak, może przyhamuję, bo....

Moment ten to przeobrażenie z poczwary w motyla. Wtedy ludzie zaczynają przewidywać, wyostrzać zmysły i mamy większą stabilizację - przynajmniej do zimy. No właśnie, ale co do pasji i jazdy. Motocykliści i tak zawsze będą zapierdalać :)


 

Od nie dawna obserwuje na necie mnóstwo natężonych nowych sentencji, tekstów, odniesień i przykazań dotyczących motocykli oraz związaną z nimi pasją. Czasami, aż robi się miło na sercu czytając, szczególnie gdy w tle leci przypadkowo wygenerowana dobra piosenka. Pozytywne myślenie to podstawa.




Ale z drugiej strony jak się człowiek dwa razy zastanowi to niektóre wymysły motocyklistów, lub małolatów uważających się za wielkich pasjonatów o których każdy po śmierci będzie pamiętał jest po prostu BEZ NA DZIEJ NE !

Nie chciałbym być ignorantem i egoistą, ale kompletnie nie utożsamiam i nie mam zamiaru z np.:





Co to w ogóle za bzdet? wymówka? usprawiedliwienie? 
Zasada jest prosta, lepiej zapobiegać niż leczyć. 

Krótkie zdanie, a tak wiele przekazuje podprogowo. 

"Jeżeli zginę..." stwierdzenie już upoważnia Cię do tego, żeby jebnąć i skończyć jazdę na mocnym twardym słupie, bo przecież giniesz za pasję. 

Piękne, wzniosłe i honorowe. Niczym Konrad Wallenrod. Oczywiście, "jeżeli" się zdarzy, to każdy powinien o Tobie pamiętać. Może nawet zrobią filmik i wrzucą na YT? albo piosenka? Dodatkowo musi zostać zapalona wirtualna świeczka [*] na FB i NK... Czyli opcja ratujemy świat bez podnoszenia dupska z fotela.

Ale prawda jest taka, że rodzina będzie płakała wraz z przyjaciółmi. Znajomi poplotkują kilka dni. Natomiast motocykliści z miasta, lub Ci którzy Cię kojarzą, w dniu kolejnym żyjąc i ciesząc się pasją, w grupie pojadą nad morze - obgadają to co stało się w dniu poprzednim. Nauczą się na Twoim przykładzie i zapomną.

Najważniejszy instynkt to przetrwanie i tego za wszelką cenę się trzymajmy.
  

Każdy powinien szanować innych oraz swoje istnienie -> ZAWSZE.

Motocyklista, cyklista, kolaż, kierowca, pasażer, przechodzień... oprócz nich np pływak lub spadochroniarz - kocha to co robi, ale czy każdy chce/powinien/musi ginąć w przekonaniu o swojej pasji?! 

Nigdy u innych użytkowników sportów ekstremalnych nie miałem okazji spotkać się z taką postawą. Może czegoś nie rozumiem?

Ostatnio pewien znajomy stwierdził :


To nie prędkość zabija, ale sposób zatrzymania.







20 kwietnia 2013

Ku Pamięci!

Nie dawno wszedłem do domu, dzwonił ojciec pytał się co u mnie słychać bo się martwi. Gdy zapytałem dlaczego, powiedział mi, że zdarzył się tragiczny wypadek na motocyklu. Odparłem znacząco, żeby na pewno zrozumiał, że dopiero wróciłem ze ścianki wspinaczkowej i to autem, więc u mnie wszystko OK. Mimo wszystko niepokój w głosę pozostał... no i ten dreszcz na plecach.

W sumie słaba sytuacja ponieważ właśnie dziś był już jeden pogrzeb motocyklisty - czy potrzeba kolejnych ?
 
Ciekawość nie zna granic. Włączyłem infiltracje i wiadomości.
Sprawdziłem na FB, wszyscy stawiają świeczki, mignęło mi imię Artur.
Później na GS24 sprawdziłem opis i zdjęcia. Nie wyglądało to najlepiej. Straszne.


Przebieg był zwykły, prosty, prozaiczny.
Kierowca autem Oplem Astrą wymusił pierwszeństwo skręcając w lewo do netto w sposób kolizyjny. Motocyklista uderzył w bok. Z tego co widziałem na zdjęciach jechał w kasku bez-szczękowym, natomiast bardzo niefortunnie szyba auta zrobiła swoje... Rozpoczęła się akcja reanimacyjna, niestety... [*]
Zmarł w karetce, Artur W. lat 29.

Chodziło mi po głowie kim on jest, może znam... w końcu na FB pojawia się obszerny komentarz na ten temat i moje najgorsze przypuszczenia się potwierdziły... 

Bardzo mi przykro mi Wilku!

Powodzenia na błękitnych niebiańskich autostradach.




19 kwietnia 2013

Epic trip

Właśnie powróciłem z dwugodzinnej przelotówki z Lewym :)
Centrum, Lotnisko, S10 Morzyczyn, w drugą stronę na lotnisko na zabawę i powrót do domu.

Czuję że ten rok będzie przełomowy!






Pierwsza mikro-trasa

Piękny czwartek, po udanej środzie.
Pogoda sprzyjała spontanicznemu skręceniu moto po wczorajszej walce, więc dlaczego nie skorzystać ? Późno jeszcze nie jest, zajmie to chwilę.

Wskoczyłem w brudne ciuchy, ale jakoś tak :) podświadomie zabrałem kurtkę tekstylną i kask... a co! może trzeba będzie sprawdzić chociaż kawałeczek.

Wpadła Monia pogadać, Andrzej również się zjawił zapytać jak idzie. Odpaliliśmy moto bez problemu, chwilę się nagrzał.

Wszystko było jak stało poprzednio, w rozsypce. 30 min roboty, sprawdzenie migaczy i wszystkich styków.
Ostatnie poprawki - chyba trzeba pojechać zalać bak... w końcu tylko 500m na stację :) 

Zarzuciłem ciucha, uzbroiłem się w telefon i znów mogłem cieszyć się minimalizmem mojej trasy z modlitwą na ustach "o byś nie zgasł" :)

Zatankowane, powrót - jeszcze jasno. Andrzej rzucił tekstem, że nie wiadomo jaka pogoda będzie jutro, bo ponoć ma się ochłodzić, może warto się przejechać ?

Młoda na mnie, a ja na nią. Wzięła klucze pobiegła się ubrać, ja ogarnąłem garaż. Przybiłem Andrzejowi piątkę i pojechałem szybko się umyć oraz zarzucić spodnie z butami.

Nie minęło 15min jak już siedzieliśmy na Gixie... piękne uczucie.
 
Start! Wszędzie ludzie i ten wzrok. Kilku motocyklistów po drodze z lewą łapką w górze. Od razu zrobiło się milej. Nowa rodzina :)
Standardowa trasa przez Piłsudskiego, Szczecińską, Bema i Różaną, żeby rozruszać kości :). Później, żeby zrobić parę kilometrów skok w stronę Pyrzyckiego. By móc rozpędz moto i przyzwyczaić siebię i Młodą do prędkości polecieliśmy na przelotówkę ze strefy przemysłowej trasą S10 na Morzyczyn.

Trochę wiało, głowa chodziła nienaturalnie, młoda schowana za mną i delikatne 150km/h. Nic szczególnego, chociaż wolałem jeszcze się nie rozpędzać za dużo - piach dalej na drodze. Poczułem respekt, Gix wybaczał mi moje zmiany biegów i skoki obrotów.
Zjechaliśmy na Miedwie za hotelem Polonus. Stanęliśmy przy wodzie, strzeliliśmy po papierosku i podjechaliśmy do Lewych ogłosić dobrą nowinę.



U nich kolejna fajka, kilka uśmieszków i słów radości.
Czas wracać, jest prawie 22 i robi się chłodno. Polecieliśmy jeszcze dookoła ZST bo i tak suma summarum zrobiliśmy niecałe 40km.
Moto do garażu, a my do domu! Ha, wszystko działa!
Pocieszny dzień!



18 kwietnia 2013

Dzień próby

Kwiecień plecień co przeplata... mieszane uczucia.
Z myślą o kosztach naprawy i z samych nerwów już nie mogłem spać, w pracy przeglądałem fora, sprawdzałem tylko godzinę, aby uciec w mój prywatny świat smaru, brudu i benzyny. Zabrzmiało to trochę jak zwierzenie człowieka z książki "Dzieci z Dworca ZOO". Każdy wie o co chodzi i ma swój nałóg - a to dopiero początek.

Po pracy, załatwiłem szybko kilka spraw, pojechałem po Andrzeja, zabraliśmy torbę z narzędziami... ciężka :) przyda się.

Godzina 17:00

Po drodze zakupione piwko, co by praca się nie ślimaczyła.  
Tylko po jednym, bo w ogóle nie pójdzie :)

Cały garaż czysty, miejsca dużo, moto rozkręcony, owiewki ściągnięte. Gix czekał na swoich oprawców - jeszcze nam za to podziękuję basowym dźwiękiem.

Pssst.. przyjaciel Żubr otwarty, pierwszy łyk i do roboty.

W ruch poszły klucze i śrubokręty. Gumy odłączone, linki poluzowane, ściągnięte. Gaźnik wygląda jak gaźnik, dupy nie urywa. Pytanie tylko dlaczego nie chce działać.
Ściągamy go. Czas na rozbiórkę. 



 


 

Na marginesie to nie róbcie takich akcji w garażu - powinno się gazior rozkładać w sterylnych warunkach! Mojemu chyba już nic więcej nie zaszkodzi ;]

Żeby nie było za lekko, wszystkie śruby zapieczone, WD40 nie specjalnie penetruje te starocie. Po kilku próbach część z nich odkręcona, reszta została nacięta i odkręcona płaskim śrubokrętem. Części posegregowane. 
Startujemy myju myju. :) Szmatka, benzyna i malutkie kluczyki imbusowe...





 
A o to co znalezione zostało w środku, zmielona na pył rdza z wodą, olejem i benzyną. Istne błocko, aż wypadło z pod dekla. Czyszczenie ewidentnie się przyda, a może nawet pomoże :)





 Niestety więcej zdjęć już nie mam. Ręce ciągle brudne i brak czasu nie pozwoliły na wizualne relacje.

Wyczyściliśmy wszystkie dekle. Przed złożeniem pojechałem po nowe śrubki bo przecież tego złomu nie dało się użyć. Detale w środku posprawdzane i wymyte - iglice, zaworki, uszczelki...

W trakcie zlewał się już olej z michy i obciekał filtr, ponownie sprawdziliśmy kranik. Działał bez zarzutu. Wacha leciała i to czyściutka, tak, jak być powinno.
Gaźnik wymyty, wsadzony na odpowiednie miejsce. Zajęło to prawie 3h.

Godzina  20:00

Zaczyna się ściemniać. Dodatkowa lampka z żarówką 100W załatwia sprawę.
Wszystko podłączone, świeży olej zalany, włączamy swobodny dopływ żeby zapełnić gaźnik. Odpala bez problemu :) radości nie ma końca. Chodzi nie równo bo nie był regulowany, raz na 3 raz na 4 gary... ale działa.

Moja ciekawość nie ma końca, strzelam ciągle pytaniami do Andrzeja, co jak działa, jak zapobiegać, sprawdzać, naprawiać.

Jednak pada pytanie: "a jak sprawdzić czy wszystkie komory dobrze pracują na złożonym moto?"

Andrzej długo nie myśląc złapał za WD40 i pokazuje mi kolektor wydechowy. Psikał na każdą z rur począwszy od czwartej.
Czwarty - po psiknięciu, smród spalenizny, dymek - ulotniło się.  Elegancko nagrzany, działa.
Trzeci, to samo. 
Drugi również.
A po pierwszym spływa jak po kaczce... jest zimny,a to jest co najmniej dziwne. Może zawiesił się pływak? Popukaliśmy, postukaliśmy, nic.

Odkręciliśmy śrubkę od spodu która jest odpowiedzialna za wysuszenie dekla z paliwa w gaźniku - sucho, nie leci.

Denko odkręciliśmy, poprawiliśmy wszystko, przykręciliśmy raz jeszcze, odpaliliśmy i... dostał takie ciśnienie, że zaczęło pryskać wszędzie wachą z pod tego właśnie dekla. 
Upieprzony motocykl, my też, wszędzie śmierdzi... robi się coraz później, przestaje być śmiesznie. Jesteśmy chyba coraz bliżej celu :P
Wymontowaliśmy go raz jeszcze, przykręciliśmy ponownie po sprawdzeniu i dalej to samo - 3 razy w ten sposób, w końcu wyciągnęliśmy go znów. 

Demontaż całości, montaż. Skręcony ponownie, włożony "na krótko", podłączony pod bak, ale bez filtra powietrza - odpalony... widać, że pierwsza komora nabiera benzyny, ale już nie przecieka na zewnątrz dekla.

Czas poprawić zamykanie zaworka i sprawdzenie gniazda.

Rozmontowaliśmy te części, przedmuchaliśmy i znaleźliśmy coś co przeoczone zostało pierwszym razem. Uszczelka, cała uwalona białym nalotem, gniazdo zaworu również całe brudne.


Papier ścierny pomógł w gnieździe , a benzyna wspomogła uszczelkę. Poprawiliśmy również domykanie pływaka, gnąc o mikrometry małą blaszkę.

Zamontowaliśmy, znów się napełniało, więc poprawiliśmy jeszcze raz blaszkę od zamykania pływaka... 

Godzina 23:40 -  to miała być ostatnia próba - jeżeli to nie pomoże podziałamy jutro.

Ostatnie zapobiegawcze przetarcie wszystkiego, podkręcenie, sprawdzenie czy pływak domyka zaworek. 
Skręcone, podłączyliśmy jak poprzednio. Trzymałem bak w górze, natomiast na wolnym dopływie Endriu zalewał gaźniki.

Cicho, sucho...

Czyżby?! nic nie cieknie?! pierwsze uśmieszki - odłożyłem bak na miejsce.

Śrubką z dołu sprawdziliśmy czy paliwo znajduje się w deklu - jest... dalej się nie przelewa. Sukces ?

Czas na odpalenie.

Kluczyk, obwód, sprzęgło, starter... czekamy i wygląda na to , że działa!!!
Nic nie leci, nic nie leje, nie pryska.  
WD40 na kolektor wydechowy. 1,2,3,4 - gorące -> MEGA!!!
Istne szczęście. Pokręciłem manetką, wskoczył na obroty.

Wrzuciliśmy filtr powietrza i siedzonko, żeby zobaczyć jak pracuje fizycznie na kilkuset metrach. Pojechał, wrócił CAŁY I DZIAŁAJĄCY :)

Było późno, więc nie składaliśmy go, nawet nie układaliśmy narzędzi - ustawiłem Gixa na środku, zamknąłem garaż i odwiozłem Andrzeja do domu.

Oblany nutą euforii i przebrzydle zadowolony, że się udało dzwonię domofonem, a Monia mówi "uważaj, mamy niedźwiedzia na klatce". Nie zrozumiałem, wchodzę na klatkę a tam echo chrapania, ale tak głośne, że poręcze chodziły.
Wbiegłem na gorę, bo nie wiedziałem co się działo  :)
A tu, najzwyczajniej w świecie na 5 piętrze pod samym strychem sąsiad słodko śpi po mocnej mieszance %. Ze szczerych chęci szkoda się go zrobiło. Miałem zaprowadzić go do domu, ale Monia uświadomiła mnie, że właśnie z domu wyszedł, a raczej wyleciał bo żona mu pomogła.

Starczy. Czas na herbatę, kąpiel i spanie. Nie dość, że fajnie to i śmiesznie dzień się zakończył...

Rano znów trzeba do pracy wstać i z utęsknieniem czekać do 15stej :) może pogoda pozwolić polatać!

16 kwietnia 2013

Przyspieszenie napraw

Termin serwisu został przyspieszony o 2 dni. Już jutro czyli w środę po południu zaczynamy z Andrzejem działać przy moto, udało się wygospodarować kilka wolnych godzinek. Sprzęt już rozkręciłem, stoi i czeka.

Mam nadzieje, że przyczyna będzie błacha i możliwie szybka do usunięcia.

Relacje -> gdy skończymy.
 

Więcej pomocnych alternatyw

OK, Endriu się zgodził... ale, ale - dziś byłem na wymianie opon w aucie, rozmawiając ze znajomym mechanikiem Tomaszem który jak się okazało, zajmował się motocyklami lat sześć... a ja debil o nim zapomniałem. Kiedyś proponował mi pomoc. Nie widujemy się zbyt często, powiem nawet że tylko od wizyty do wizyty :).

Powiedział, że mogłem od razu się zgłosić do niego jak to wszystko się zaczęło. Jednak lepiej późno niż wcale.
Nic to, pierwsze kroki poczynione, w piątek zaczynamy rozbiórkę moto, jeżeli garażowym systemem się nie uda wtedy wykonam dodatkowe kroki... 

Po za tym bez zmian, wszyscy jeżdżą, a ja nie :/ 

15 kwietnia 2013

Błagam, napraw mnie !

Jak stacje meteorologiczne przepowiedziały, tak się stało. 16-18 stopni i słońce od samego rana. Od godziny 9 w niedziele już siedziałem jak na szpilkach.
Szybkie śniadanie, wskoczyłem w tekstyl, spakowałem się i poszedłem do garażu.

Pierwsze co już mnie zawiodło, po wejściu do jaskini -> nie odpala... Kilka prób samodzielnych i dalej nic. Kilka dodatkowych kombinacji, cisza. CHOLERA!
Fatum? czy też ostrzeżenie, że nie warto jeszcze zaczynać sezonu, chociażby bez prawka... 


Usiadłem na oponach od starej Sieny i zacząłem słać smsy o pomoc. Na prośbę przyjechał do mnie Lewy swoim SV. Próbowaliśmy odpalić Gixa na pych, nie udało się. W końcu odkręciłem korek wlewu oleju a tam... śmierdzi benzyną - historia się powtarza. Tutaj jednak kranik od strony baku nie zawiódł, teraz wychodzi na to, że kupiłem bubla? Za wcześnie pochwaliłem sprzedawce jeżeli o tym wiedział ?

Czuje ewidentnie gaźnik będzie do roboty, lub w najgorszym wypadku silnik. Wg opinii forumowiczów i internetowych znawców, zaworki iglicowe do wymiany i czyszczenie gaźnika + uszczelka. Mam nadziej, że uda się to zrobić bez problemowo, mniejszym kosztem niż zakup następnego moto. Ciekawe jaki faktycznie koszt i czas oczekiwania. Po oględzinach.
Zrobiło mi się strasznie przykro, słysząc jak Lewy odjeżdża na swoim sprzęcie z pod garażu, a ja oprócz niego słyszę pomieszane odgłosy miasta wraz z buczącymi tłumikami jednośladów.

Załamany, zgrzany, spocony i wkurwiony jak stado głodnych morsów musiałem wrócić do domu z całym osprzętem. No ale nie będę się fochował dzień cały. Dogadałem się z Monią i doszliśmy do wniosku jedynego który mógł nasunąć się w pierwszy taki słoneczny dzień.
Czas rozpocząć sezon na grilla - dogadaliśmy się z ekipą i pojechaliśmy na Pyrzyckie. Cały dzień leniuchowania i śmiechów z sytuacji Gixa - co poradzić? i tak musi stać w garażu, tęsknie.

W radiu leci piosenka, Lewy szyderczo uśmiecha się, patrzy na mnie i śpiewa : "Błagam! Napraw mnie".

Pocisnęliśmy sobie wzajemnie kilka drapieżnie śmiesznych tekstów :)

W trakcie nasłoneczniania się zapobiegawczo przedzwoniłem do Andrzeja z zapytaniem czy mógłby się podjąć naprawy usterki. Ja niestety jeszcze się nie znam na tyle, żeby rozkręcać gaźnik. Przede wszystkim ostatni który widziałem rozłożony to od malucha lub żuka w szkole średniej.Tyle, że i z tego nic nie wyszło, po rozłożeniu i złożeniu nie działał jak powinien :D

Czekam na odpowiedź. Jeżeli Endriu nie da rady, to zostają mi jeszcze 2 alternatywy - MotoFan na owocowej, lub pożyczenie od kolegi Adiego auta dostawczego z podjazdem i mechanik w Witkowie. Poczekamy zobaczymy. Dopytam jeszcze inżynierów u mnie w pracy.

Po całej schadzce późnym wieczorem usłyszałem o wypadku młodego motocyklisty na trasie do Gryfina. Uderzył w drzewo. Podobno nie jechał szybko, ale wyleciał na zakręcie. Może jakiś piach na drodze po zimie? Włos się jeży na plecach i nie jest to ciekawa informacja... bo suplementem do całości okazało się, że jest to chłopak z mojej linii produkcyjnej, którego kojaże. Pełne wyrazy współczucia.

Dziś w pracy konsternacja, trochę szmeru, trochę plotek, ściągnięte zdjęcie z tablicy osób pracujących - przykro.



14 kwietnia 2013

Hocki klocki z egzaminem

Męską decyzją i zgaszeniem swojego zapału zdecydowałem się na przesunięcie egzaminu praktycznego na moto - co mnie do tego skłoniło?

Nie chce tam iść na pałę, nie znając sprzętu, możliwości oraz wielkości placu. Dodatkowy argument: żadna szkoła w Stargardzie Szczecińskim i Szczecinie nie jest mnie w stanie przeszkolić do odbycia właśnie praktycznego egzaminu na placu! Pierwsza szkoła w Szczecinie wyposaży się dopiero 22 kwietnia :)
Kolejnym dodatkiem jest to, że nikt nie ma jeszcze nowej Kawy 600, bramek z prędkościomierzem oraz na tyle długiego placu co by można było na nim się rozpędzić do 50km/h.

Żenada - wstępny termin 13-15 maja.