21 sierpnia 2013

O poprawkach i pogodzie.

Od 30 lipca jakoś nie miałem czasu opisywać co to się w życiu płynnym dzieje. Tak, minęło swobodnie 22 dni, które strzeliły jak z bata. Pomijając ulotność czasu, którą można odczuć zauważając przemijające tygodnie po "straconych" weekendach, bardziej martwi mnie pogoda. Zaczyna dawać się we znaki chłód, syf na nawierzchni, spadające liście i... zapach jesieni. Zapach jesieni? W sierpniu, takie rzeczy? Opowiadali, że jesień będzie teraz intensywnie startowała ze swoimi przemianami już we wrześniu... ale sierpień?

Jeszcze kilka dobrych lat temu w tym miesiącu można było pojechać na melanżowy biwak i bez obaw skorzystać z motelu typu namiot. A tu takie rzeczy. Wybitnie wkurwiającym momentem jest to, że wraz z jesienią kończy się sezon. Z pewnością uda się jeszcze wystrzelić na przelot w jakiś cieplejszy dzień... ale jednak słota, mokre liście, chłód przebijający przez łączenia w kombi... nie kojarzy się to dobrze... ale tak natura chce, tak musi być.

Wracając do pozycji z przed 3 tygodni -> podnóżek przyszedł, został zamontowany, działa jak należy, choć wielkiej pozycji w spisie elementów nie pełni - jestem zadowolony z jego posiadania :) koszt części to 30zł, robocizna własna.

Udało się kilka razy wskoczyć na asfalt, lecz ze względu na przygody z wakacji, nie bardzo posiadam kompana do dłuższych podróży. Lewy uległ niefortunnemu wypadkowi i skręcił sobie bardzo poważnie kostkę w Chorwacji... głupia sprawa. 
Tomaszek i inni nie bardzo mają czas, lub też kasę na grubsze wypady. Skorzystałem z okazji i polatałem po okolicznych miejscowościach do 60km oddalonych od domku.

W między czasie coś strasznie zaczęło mi stukać. Odgłos był typowo metaliczny i zastanawiałem się, co może powodować ten oddźwięk. Podczas gdy naciskam gaz, nic się nie dzieje i nic nie słuchać. Puszczam manetkę, lub na wybojach coś jednak stuka... Dotarło do mnie, że łańcuch który mam powinien być już wymieniony na nowy, choć szukam jednak oszczędności do nowego sezonu, dlatego też go nie ruszałem.
Z półtora tygodnia temu poszedłem do garażu go naciągnąć. Postawiony na stopce centralnej, czekał na operację. Odkręciłem 2 śruby lekko poluzowałem sworzeń. Obróciłem koło, aby znaleźć tzw "tight spot" naciągu łańcucha. gdy doszedłem do tego momentu pociągnąłem felgę do siebie o jeden punkt oznaczenia. Dokręciłem śruby i udałem się na przejażdżkę - przestało stukać, niby sukces ale jednak jedzie się inaczej. Mianowicie przy dodawaniu gazu, lekko "skacze do przodu". jestem pewny, że łańcuch raz na obrót naciąga się i puszcza... w sumie nadaje się już tylko do śmietnika.

2 dni temu odezwał się do mnie stary znajomek z treningów BJJ który opowiedział mi, iż została otwarta świetna nowa właśnie do Nowego Warpna. Skłania mnie to do refleksji i motywacji, żeby w końcu mimo wszystko wystartować te 120km nawet z rozciągniętym łańcuchem. Wydaję mi się, że zarezerwuję sobie jeden pełny dzień i nawet gdyby nikt ze mną nie chciał pojechać wybiorę się sam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz